W Wielką Sobotę o godzinie 15:00 rozpoczęliśmy wyjazdowe spotkanie z liderem tabeli w Rybnie. Od pierwszych minut pokazaliśmy, że nie przyjechaliśmy tam tylko się bronić.
Już w 18. minucie Filip Otremba wyprowadził nas na prowadzenie, a nasza gra mogła się podobać – byliśmy zorganizowani, pewni siebie i groźni w ataku. W 30. minucie gospodarze doprowadzili jednak do wyrównania. Nie zwolniliśmy tempa i jeszcze przed przerwą ponownie objęliśmy prowadzenie – w 43. minucie na listę strzelców wpisał się Cezary Laszkowski. Do szatni schodziliśmy z zasłużonym prowadzeniem.
Na drugą połowę wyszliśmy równie zmotywowani, jednak w 57. minucie gospodarze trafili bezpośrednio z rzutu rożnego, doprowadzając do remisu. Osiem minut później coraz bardziej odczuwalne zmęczenie przełożyło się na kolejną straconą bramkę i zrobiło się 3:2 dla rywali.
Mimo tego nie spuściliśmy głów i walczyliśmy do końca. Niestety, decydujący cios znów padł po rzucie rożnym – gospodarze po raz drugi bezpośrednio trafili do naszej bramki, ustalając wynik meczu na 4:2.
To kolejny mecz, w którym prowadzimy i tracimy kontrolę nad wynikiem. Tym razem również zabrakło koncentracji w kluczowych momentach. Rozdajemy prezenty, które na tym poziomie są bezlitośnie wykorzystywane.
Mimo porażki pokazaliśmy, że potrafimy grać jak równy z równym z liderem. Teraz czas wyciągnąć wnioski i przełożyć je na kolejne spotkania.
GSZS 4:2 MLKS


