Dzisiejsze popołudnie na stadionie miejskim w Kisielicach przyniosło emocje, których żaden kibic żółto-niebiesko-białych nie chciałby oglądać, ale które na długo zapadną w pamięci. Do dzisiejszego pojedynku nasz stadion pozostawał prawdziwą twierdzoną – stadionem, z którego żaden rywal w tym sezonie nie potrafił wywieźć komplet punktów. Dziś ta seria dobiegła końca. Po zaciętym i pełnym zwrotów akcji meczu musieliśmy uznać wyższość rywali, przegrywając 1:3.
Pierwsza odsłona: Niewykorzystane szanse i bolesny cios do szatni
Początek spotkania upłynął pod znakiem gry w środku pola i szybkich starć z obu stron. Zarówno nasza drużyna, jak i zespół gości, stworzyli sobie po kilka dogodnych sytuacji, by otworzyć wynik i objąć prowadzenie. Niestety, w decydujących momentach brakowało nam zimnej krwi i skuteczności pod bramką przeciwnika.
Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, scenariusz znany z poprzednich kolejek dał o sobie znać. Kilka minut przed gwizdkiem na przerwę zawodnik gości posłał sprytną piłkę między dwóch naszych obrońców. W momencie, gdy wszyscy na stadionie – i na boisku – byli przekonani, że nasz bramkarz w porę zażegna niebezpieczeństwo, rywal podbił futbolówkę nad wychodzącym golkiperem i z łatwością umieścił ją w siatce. Do zejścia do szatni próbowaliśmy jeszcze odpowiedzieć, jednak wynik nie uległ już zmianie. 0:1 do przerwy – scenariusz, z którym w ostatnich tygodniach radziliśmy sobie doskonale, odrabiając straty z nawiązką.
Szybka odpowiedź i bolesna lekcja
Co nie udało się w pierwszej odsłonie, szybko nadrobiliśmy tuż po zmianie stron. Już w 49. minucie przeprowadziliśmy świetną akcję prawą stroną boiska. Filip Witkowski posłał idealne, prostopadłe podanie, a nadbiegający Kuba Laut wpakował piłkę do siatki strzałem na wślizgu, doprowadzając do upragnionego remisu 1:1!
Nasza radość nie trwała jednak długo. To choroba, z którą borykamy się od dłuższego czasu – po strzelonej bramce tracimy koncentrację i zbyt szybko dajemy się zaskoczyć rywalom, nie potrafiąc wyciągnąć wniosków z wcześniejszych błędów. Zaledwie 4 minuty po naszym trafieniu goście ponownie wyszli na prowadzenie, zdobywając bramkę na 1:2.
Kontrowersje w końcówce i pieczęć na wyniku
Od stanu 1:2 musieliśmy zaryzykować. Odsłoniliśmy się, grając wyższym pressingiem w poszukiwaniu wyrównującego gola, a goście skrupulatnie to wykorzystywali, groźnie kontratakując długimi podaniami.
W ostatnich minutach spotkania doszło do sytuacji, która mogła odmienić losy meczu. W polu karnym faulowany był Łukasz Bartyzel, a sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Niestety, po burzliwych protestach zawodników gości, arbiter główny podszedł skonsultować decyzję z sędzią liniowym. Po tej rozmowie werdykt został cofany – zamiast rzutu karnego gra została wznowiona od bramki przez gości.
Niewykorzystana szansa i wysoko ustawiona linia naszej obrony zemściły się w samej końcówce. Rywale wyprowadzili zabójczą kontrę prostopadłym podaniem, wygrywając pojedynek sam na sam z naszym obrońcą i wystawiając piłkę kolegi, który bez trudu podwyższył wynik na 1:3. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie.
Skład Olimpii Kisielice:
- Łukasz Drossel (gk)
- Bartek Brejdakowski
- Kamil Murszewski
- Szymon Brejdakowski
- Patryk Napierski (⏱️ ➡️ Patryk Rutkowski)
- Hubert Czarzasty
- Filip Otremba
- Dawid Panek
- Alan Felski
- Kuba Laut (⏱️ ⚽ 49′ ➡️ Łukasz Bartyzel)
- Filip Witkowski (⏱️ ➡️ Emil Brejdakowski)
Podnieśmy głowy i ruszamy dalej!
Przegrywamy bitwę, ale wojna trwa. Czas wyciągnąć wnioski, poprawić mankamenty i wrócić na zwycięskie tory. Najlepszą odpowiedzią na dzisiejszą porażkę będzie nasze wsparcie z trybun w kolejnym meczu!
Już 7 listopada 2026 roku o godzinie 14:00 zagrajmy razem jako jeden zespół na wyjeździe w Kazanicach, gdzie zmierzymy się z tamtejszym Jordanem. Dziękujemy za dzisiejszy doping i widzimy się na wyjeździe! 🔥⚽


